Cześć, jak minął Ci długi weekend ? Jakie masz plany na ten tydzień ? Jak idą przygotowania do nowego roku szkolnego Twojego / lub Twojego dziecka/dzieci ? Dziś przychodzę do Ciebie z recenzją filmu „Miszmasz, czyli Kogel Mogel 3”.

Minęło 30 lat jak matka i żona wytargały docenta Wolańskiego (Zdzisław Wardejn) za ucho, a Kasia (Grażyna Błęcka-Kolska), dowiedziawszy się o ciąży, zapłakała nad swym losem. Nadszedł czas na dopisanie dalszego ciągu historii. Zapowiadano, że to będzie komedia taka jak dawniej. Scenarzystka wyczuła jednak, że w czasach, gdy coraz głośniej mówi się o przemocy wobec kobiet, warto zmienić tonację. Żarty o wypełnianiu „małżeńskich obowiązków” zamieniła więc na psa liżącego sztucznego członka na kanapie studia telewizji śniadaniowej. Głównej bohaterce pozwoliła uniezależnić się od kierujących dotąd jej życiem mężczyzn. Doświadczona w walce z kolejnymi przeciwieństwami losu Kasia przeszła zaskakującą przemianę. Stała się silną i niezależną kobietą, której jedynym zmartwieniem jest teraz przyszłość ukochanego syna. To właśnie wokół jego poczynań kręci się fabuła najnowszej odsłony cyklu.

Widać, że Ilona Łepkowska bardzo chce, aby „Miszmasz” był atrakcyjny nie tylko dla starszego pokolenia, żywiącego sentyment do „Kogla Mogla” i „Galimatiasu”, ale również dla młodzieży. Niestety to, co miało być fajne, wychodzi co najwyżej średnio. Marcin Zawada (Nikodem Rozbicki), przedstawiający się jako zakała rodziny, jest raczej wyobrażeniem Ilony Łepkowskiej na temat pokolenia Y. Chłopak odziedziczył po ojcu nie tylko urok osobisty, lecz także smykałkę do interesów. Z Holandii, dokąd wyjechał na studia, może i nie przywiózł dyplomu, ale w głowie ma gotowy biznesplan, a w bagażniku zapas sadzonek. Jak zapewne zdążyliście się domyślić, nie są to tulipany ani drzewka cytrynowe. Młody przedsiębiorca, sam lubiący zapalić skręta, postanawia bowiem wypełnić niszę, jaką widzi na polskim rynku. Pod przykrywką wiejskiej dyskoteki zająć się uprawą na szeroką skalę. Kiedy do zapasu trawki ukrytej przez niego w przydrożnej kapliczce dobierają się Goździki (Małgorzata Rożniatowska i Paweł Nowisz) , w Brzózkach rozpoczyna się istne marihuanowe szaleństwo.

Na tym żarcie reżyser jedzie przez cały pierwszy akt, co wychodzi mu nie najlepiej . Później też nie jest – tak jak w poprzednich częściach humor opiera się na dowcipach sytuacyjnych,. . Nikogo nie powinno zatem dziwić, że spośród dziesiątek (o ile nie setek) tysięcy samochodów przejeżdżających codziennie przez centrum Warszawy Marcin zarysował akurat ten należący do rodziny Wolańskich. Uciekł z miejsca wypadku, lecz jak okazuje się późnej, ucieczka z miejsca wypadku na niewiele mu się zdaje, bo już wkrótce młody Zawada staje oko w oko z profesorem Wolańskim i jego córką, atrakcyjną, lecz nie tak przebojową, jak matka, Agnieszką (Aleksandra Hamkało). I oczywiście romans wisi w powietrzu. Twórcy starają się pokazać, że ich film to coś więcej niż kolejna komedia romantyczna. Chcą pokazać współczesną Polskę w krzywym zwierciadle. Bo jak inaczej wytłumaczyć sytuacje, gdy babcia (Katarzyna Łaniewska) pyta, „czy w Biblii na pewno nie ma nic o tych gejach” lub włodarze Brzózek uroczyście przemawiają, powołując się na min. Tuska.

Podsumowując Miszmasz” da się oglądać, a czasem można się nawet uśmiechnąć. Gdyby nie ciągłe próby dopasowania współczesnych realiów do odgrzewanej konwencji z końca lat 80., mogłaby wyjść z tego całkiem niezła komedia. Jak dla mnie „ Kogiel mogiel „jest filmem , którego nie powinno się kontynuować . I jeśli powstanie 4 część. Jeśli informacje w Internecie są prawdziwe, to nie wróżę im sukcesu.