„Ocalić i zginąć” jest filmem z potencjałem. Pierwsze pół godziny filmu to zanurzenie się w świat życia francuskich strażaków. Formacja ta oparta jest na bardzo ścisłych hierarchiach, jasno zdefiniowanych procedurach oraz pełnych powagi rytuałach jak na przykład codzienny apel poległych. Dla głównego bohatera straż jest całym życiem. Jednostka zastępuje mu rodzinę, której jako dziecko nigdy nie miał oraz. Dzięki jednostce uczy się,co to jest tradycja i dyscyplina.

Teraz sam ma zostać ojcem bliźniaczek. Żona, z zawodu nauczycielka, jest znacznie mniej entuzjastyczna wobec życia w koszarach straży niż jej mąż. Chce, aby wyprowadzili się z koszar straży, zbudowali dom, gdzie będzie naprawdę u siebie.

Reżyser mądrze pokazuje codzienne życie Francka w jednostce. Kłótnie i chwile czułości z żoną, szkolenia, apele poległych, mniej lub bardziej niebezpieczne akcje, walkę o wymarzony awans. Opowieść składa się z krótkich, często paradokumentalnych scenek, w najbardziej banalnych sytuacjach wydobywających prawdę o życiu bohatera, jego charakterze, ambicjach, relacjach.

Po pół godziny film zmienia się zupełnie. W trakcie pożaru obiektu Franck ulega ciężkim poparzeniom. Przez kilka tygodni jest w śpiączce. Ma uszkodzoną, zdeformowaną twarz i spalone dłonie. Nie ma mowy o powrocie do dającego mu kiedyś tożsamość zawodu. Mężczyznę czekają lata cierpienia. A dokładniej operacje ratujące życie oraz zabiegi mające na celu złagodzenie skutków poparzeń. Nie można nie wspomnieć o żmudnej rekonwalescencji. Franck musiał nauczyć się wielu czynności na nowo. Dla mnie najgorszą sceną była scena kąpieli. Poranione zostało przy tym nie tylko jego ciało,ale i psychika. Franck musi na nowo poskładać się psychicznie. Musi nauczyć się żyć poza definiującą całe jego życie przed wypadkiem służbą. Idzie mu to bardzo ciężko. Jego relacja z żoną i dwiema córkami dobija do ściany, on sam wpada w ciężką depresję.

Pomysł na taki przewrót po pierwszym akcie jest interesujący. Franck z bohatera zdefiniowanego przez siłę, wytrzymałość, ruch, zmienia się w postać przykutą do łóżka, unieruchomioną, złamaną przez chorobę i rozpacz. Zamiast celebracji ludzkiego sprytu, siły i hartu ducha w starciu z żywiołem ognia otrzymujemy obraz człowieka całkowicie przez żywioł złamany, który najważniejszą walkę musi stoczyć ze sobą .
Problemem tego melodramatu jest to, że reżyserowi zabrakło pomysłu na to, jak ten fascynujący pomysł filmowo ukonkretnić. Twórcy przeciągają nieinteresujące sceny i wątki, a zaniedbuje te potencjalnie rozwojowe np. ten dotyczący relacji Francka z jego żoną. Częściowo wszystko, o czym pisałam wyżej, wynagradza zakończenie – wyciszone, a jednocześnie właśnie w ciszy i braku łatwych, melodramatycznych chwytów zdolne w pełni poruszyć prawdziwe emocje.

Podsumowując polecam film każdemu, kto chce przypomnieć sobie, jak tak naprawdę kruche i bezbronne jest ludzkie ciało i jak czasami niewiele może. Oglądałeś ten film ? Co o nim sądzisz ? Zapraszam do dyskusji pod wpisem.

A tak w ogóle to, co u Ciebie słychać ? Jeśli obserwujesz nasz fanpage to pewnie wiesz, że Diego odszedł z bloga. Idzie swoją ścieżką. Nie długo będzie otwierał sklep on-line. Życzymy mu powodzenia w sferze prywatnej, jak i zawodowej. Będzie Ci brakowało jego relacji z wydarzeń? Bo mi bardzo. Mam nadzieję, że jak otworzy sklep,to będzie chciał nawiązać współpracę ze mną. A czytałeś o tym,że nasz blog startuje w konkursie blogów od serca, czyli BLOGS from HEART Edycja 2 ?

Całuski,
Ika