Hej dziś przychodzę do Ciebie z recenzją filmu „Całe szczęście „.
Komedia romantyczna to taki gatunek filmu, w którym bardzo trudno o coś świeżego. Przez lata można, było zobaczyć wiele wariacji na temat różnych motywów, występujących w tym gatunku było naprawdę mnóstwo. Dlatego też, kiedy pierwszy raz usłyszałam o filmie Całe szczęście, nie spodziewałam się rewelacji.
Nie wiem jak Ty, ale kiedy ja słyszę hasło „nowa komedia twórców „Listów do M. 3” i „Podatku od miłości” to myślę sobie znowu to samo. Chociaż oglądając Podatek od miłości” uśmiałam się, więc jeśli były jakieś niedociągnięcia, to można na nie patrzeć przez palce. Niestety, w stosunku do „Całego szczęścia” trudno jest mi zdobyć się na podobną wyrozumiałość. Film Tomasza Koneckiego stanowi nudnawy związek nieśmiesznej komedii, mdłego rodzinnego melodramatu oraz spotu reklamowego promującego turystyczne walory Kaszub.
Wśród lasów i jezior, pól malowanych i plaż jak z obrazka rozgrywa się historia miłosna Roberta i Marty. On jest skromnym wdowcem grającym na trójkącie w orkiestrze filharmonii. Ona to celebrytka-milionerka, guru fitnessu i specjalistka od coachingu, wbijająca swoim wyznawcom do głów mantrę, że „człowiek ma albo wymówki, albo wyniki”. Podczas gdy on w wolnym czasie remontuje zdezelowany kuter albo odrabia lekcje z synem, ona lata na lotni bądź zwiedza najodleglejsze zakątki Ziemi. W to, że między Robertem i Martą zaczyna iskrzeć trzeba uwierzyć autorom filmu na słowo. Między odtwórcami głównych ról, Piotrem Adamczykiem i Romą Gąsiorowską, jest bowiem tyle chemii co w żywności z ekologicznych sklepów. Na nic zdają się romantyczne okoliczności przyrody i pobrzmiewające w tle melancholijne jazzowe utwory, gdy z ekranu bije wielki chłód. Aktorzy nie mają tu dostatecznego wsparcia ze strony scenarzystów. Dialogi, krótkie i nudne. Akcja wlecze się w tempie przeciekającej łódki. Szczytem kreatywności reżysera jest scena gaszenia przez Adamczyka nagiego spalonych batatów. Gdybym ja miała zając się scenariujeszem filmu nie zmarnowałabym potencjału romansu głównych bohaterów. Jak wiecie bohaterka Gąsiorowskiej, jest jedną z najpopularniejszych Polek, jej romans ze „śmiertelnikiem” rozgrzeje do czerwoności plotkarskie media. W komedii paparazzi znikają jednak z historii dokładnie w tym momencie, w którym powinni zacząć gonić za Martą niczym stado wściekłych psów. Gdy nadchodzi wreszcie finał opowieści, zamiast wzruszenia czuje się głównie ulgę. Całe szczęście, że to już koniec.
Podsumowując na „Całe szczęście”, nie jest komedia, do jakiej wrócę tak jak do „Planety Singli 3” o, której pisałam tu https://zyciebezgranic.com/2019/07/14/planeta-singli-3/
W każdym razie, film jak dla mnie na 2. Oczywiście w skali 1 do 6. Oglądałeś film „Całe szczęście „? Co sądzisz o nim ?
Zapraszam do komentowania.
Całuski
Ika

Zwiastun filmu