Hej szukając pomysłu na temat na bloga w ramach w kampanii #niepełnoSprawni miałam wiele pomysłów w głowie. Jednak doszłam do wniosku, że najlepiej będzie, jeśli opiszę Wam moje #NIEzwykłe życie.  Kampania ta powstawała  z inicjatywy Karoliny z bloga https://wysmakowana.pl ,którą troszkę zainspirowałam swoimi opowieściami.

Zanim się pojawiłam 
Zacznijmy od początku,urodziłam się 19 listopada 1997 roku za pomocą cesarskiego cięcia. Rodzice już wtedy wiedzieli, że ich pierwsza wyczekana córeczka urodzi się niepełnosprawna. Jeszcze przed narodzinami załatwili dla mnie miejsce w Centrum Zdrowia Dziecka. Czekali już tam na mnie lekarze, aby przeprowadzić operację ratującą życie. Polegała ona na „zamknięciu „przepukliny. Zanim jednak opowiem o operacji i kolejnych latach po urodzeniu, wróćmy do 8 miesiącu ciąży. To był moment, gdy rodzice dowiedzieli się o tym, że mam wodogłowie. Po kolejnych konsultacjach ginekologicznych lekarze wykryli też, że mam przepuklinę. Nikt wtedy nie dawał mi szans na samodzielne życie. Określali mnie mianem „roślinki „. Rodzicom proponowali aborcje. Jednak Oni się nie zgodzili i uznali, że będą walczyć o mnie. Bardzo im za to dziękuje.

Leczenie 

Tak 19 listopada przyszłam na świat. Parę godzin później wykonano mi pierwszą operację, która dzięki lekarzom zakończyła się sukcesem. To jak się okazało, była pierwsza i nie ostatnia operacja w moim życiu. Mama opowiadała mi, że jak przyjechała do tego szpitala gdzie mnie urodziła, to do inkubatora w którym leżałam były „wycieczki „, aby oglądać moje piękne rzęsy długie. Takie mi zostały do dziś. 10 dni po moim narodzeniu przeszłam drugą operację. Tym razem wstawienia zastawki do głowy, która ma na celu kontrolowanie ciśnienia w tym miejscu. Zapychały się, więc do dnia dzisiejszego miałam już kilka podobnych operacji, podczas których były one wymieniane. Po wyjściu ze szpitala, mama szukała lekarzy, którzy będą się mną zajmować do 18 roku życia. Wierzyła, że będę chodzić jeżeli będziemy walczyć. Miała rację! Po kilku latach weszłam na własnych nogach do ortopedy, który był szczerze zaskoczony. Wspomagałam się wówczas specjalnymi ortezami i balkonikiem. Wówczas lekarz uznał, że trzeba zrobić operację biodra, uznał że dzięki niej będę lepiej chodzić. Niestety bardzo się pomylił. W tamtym momencie jednak moja mama mu uwierzyła, że wszystko będzie dobrze i zgodziła się. To co zrobił, sprawiło że wszystko cofnęło się do stanu sprzed operacji. Jedyne co pozostawiła po sobie ta operacja to ból.
Tamto spotkanie z lekarzem, nigdy nie powinno się odbyć. Tak jak kolejne nieudane, które miało miejsce w 2012 roku. W tym przypadku padła decyzja o operacji kręgosłupa, mam skoliozę. Sama operacja niby się udała. Jednak lekarz, który ją wykonał nie miał pojęcia , że ten jak się okazało po czasie pierwszy etap, będzie ciągnął za sobą wiele konsekwencji . Dużo osób ma zrobioną tą operację i może robić to co robił wcześniej. Niestety ja będę musiała uważać już zawsze . Dodatkowo przez to, że po operacji miałam źle dopasowany gorset, powstał ropień , który odnawiał się kilkukrotnie. Z biegiem czasu pojawiały się też nowe rzeczy, jak na przykład wymioty po kilkadziesiąt razy dziennie, co kończyło się wizytami w szpitalu i moim wykończeniem psychicznym. Wizyty u lekarzy i coraz to nowsze diagnozy np. refluks żołądka, aby go wykluczyć przeszłam chyba wszystkie badania gastrologiczne. Aby na końcu u neurologa na rutynowej wizycie okazało się, że to epilepsja, z którą walczę po dziś dzień. Koniec o operacjach, bo za dużo by pisać miałam ich kilkanaście.
W tym momencie muszę jeszcze podkreślić jak ważną rolę pełni rehabilitacja ta odbywająca się w domu przez wykwalifikowanych specjalistów jak i ta odbywająca się na turnusach rehabilitacyjnych . Jest to kosztowne , ale dzięki darczyńcom którzy wspierają mnie poprzez darowizny i przekazywanie 1% mogę z niej korzystać . I dążyć do upragnionej samodzielności.

Rodzina 

Kolejnym ważnym aspektem mojego życia jest rodzina. Kiedy przyszłam na świat, byłam w niej najmłodsza. Wszyscy traktowali mnie jako maleńką Monisię biedulkę, bo chora. Nie, którym zostało to dziś. Moja mama poświeciła mi życie. Jestem jej za to wdzięczna. Mój tata jest ochroniarzem. Nigdy nie poświęcał mi zbyt dużo czasu. Kiedy jednak ma chwilę, to nawet nie pozwala mi wyjść samej poza podwórko. Czasami czuje się jak w klatce. Przez całe życie, to rodzice wybierali wszystko za mnie – nawet liceum. Teraz próbują wybrać mi także chłopaka, a najlepiej wybić mi go z głowy, bo nie jestem samodzielna. Niestety w mój związek wtrąca się cała rodzina. Mówią, że chcą dobrze, jednak nie widzą tego, że przy Adrianie jestem szczęśliwa. Ja wiem, że przetrwamy wszystko. On doskonale zdaje sobie sprawę, że nie jestem typową młodą kobietą. Wie też, że nigdy nie będę w 100% samodzielna. Jednak jemu to nie przeszkadza, chce ze mną być i mi pomagać.

Wykształcenie 

Chciałabym Wam jeszcze opowiedzieć o dość ciężkim temacie, jakim jest moje wykształcenie. Pierwszym poważnym problemem okazało się znalezienie dla mnie przedszkola czy szkoły . Niestety nie wszyscy dyrektorzy są chętni, aby dostosować placówkę do dziecka niepełnosprawnego. Do przedszkola chodziłam tylko do „0” . Natomiast do pierwszej klasy, chodziłam do szkoły tylko parę miesięcy. Szkoła była niedostosowana. W międzyczasie musiałam przejść na indywidualny tok nauczania, ponieważ przeszłam kolejne dwie operacje. Po jakimś czasie, okazało się, że w innej szkole powstaje klasa integracyjna, więc mama przedłużyła mi okres nauki. Poszłam do nowej szkoły, gdzie powtórzyłam raz jeszcze klasę pierwszą . Nie żałuje tego, bo powtórzyłam raz jeszcze podstawy . Jeśli chodzi o sama naukę, to w każdej szkole nauczyciele mieli problem z interpretacją orzeczenia z poradni psychologiczno – pedagogicznej. Ja nie potrzebuje specjalnego kształcenia, ale są takie rzeczy których nie przeskoczę np. jestem dysgrafikiem i brzydko piszę. Żeby zrobić to ładniej potrzebuje więcej czasu, ale z tym zawsze był problem. Pamiętam jak w gimnazjum pani od biologii czepiała się , że noszą za mnie plecak. Nie pozwoliła mi też wyjść w czasie lekcji, z pielęgniarka do łazienki. Doskonale wiedziała, że mam problem z pęcherzem, nerkami i to nie moje widzimisię. Jednak najbardziej zapamiętałam ją z sytuacji, gdy byłam po operacji skoliozy (przez rok miałam całkowity zakaz schylania się, podnoszenia i transportowania plecaka, który swoje waży, nawet na małych odcinkach) i któregoś razu przyszła pomóc mi siostra. Pani jej powiedziała, że nie ma obowiązku mi pomagać. Kasia zawsze miała mówione, że jeśli ja potrzebuje pomocy to ona mi pomóc.

Relacje z innymi

Relacje wśród rówieśników były /są różne . Od dziecka przez kolegów czy koleżanki (w szkole podstawowej jak i gimnazjum) byłam traktowana jak duch. Byłam bo byłam . Według jednej z mam na wywiadówce powinnam się w ogóle cieszyć, że mogę być w klasie. Pamiętam, jak kolega w podstawówce nie chciał nawet usiąść obok mnie bo się zarazi. Może powiecie, że powinnam podchodzić sama do nich próbować rozmawiać, ale nie umiałam. Bałam się odrzucenia.
Kiedy poszłam do liceum postanowiłam, że otworzę się na ludzi. Faktycznie przez pierwsze półrocze było super. Chodziłam z chęcią do szkoły. Lecz z czasem to się zaczęło zmieniać. Nie zauważyłam tego tak od razu. Teraz już wiem, że rozwalenie mojej paczki w szkole zaczęło się już w pierwszym półroczu . Kiedy jedna z dziewczyn odcięła mnie od mojej koleżanki, z którą chodziłam do klasy już od pierwszej klasy podstawówki . Ja zauważyłam to w momencie, kiedy wróciłam ze zwolnienia lekarskiego, oraz pobyt w szpitalu. Dwie dziewczyny uznały ,że innej dziewczynie zrobiłam krzywdę . Kiedy zaczęłam się próbować dowiedzieć o co chodzi słyszałam tylko, że to moja wina i koniec. Po dziś dzień nie rozumiem o co chodziło. Jedyne co wiem to , że ta dziewczyna , którą niby zraniłam chciała zniszczyć całą paczkę. Byłam tylko jednym z klocków z całej tej historii. Ta sytuacja nauczyła mnie, że nikomu nie można ufać w 100 % .
Teraz opowiem Wam o pseudo przyjaźni z Internetu. Dlaczego pseudo? Zaraz się tego dowiecie. Kiedy miałam 5-7 lat poznałam za pomocą forum dla rodziców dzieci z moją wadą chłopaka, który uważał się za przyjaciela osób niepełnosprawnych. Przez wiele lat pisaliśmy jak nie sms to Gadu – gadu, czy z czasem Nasza klasa, a potem Facebook . Był mi bliski tak jak ja jemu . Przynajmniej tak mi się wydawało . Co dziwnego, teraz dopiero pod koniec naszej znajomości zaczął dzwonić do mnie . Podobno wstydził się swojego głosu . Kilka miesięcy później dostałam sms obraźliwego, potem zaczęły się telefony. Wtedy popadłam w depresję . Moje życie straciło dla mnie wartość . Próbowałam się ciąć . Na moje szczęście z większych blizn mam tylko jedną. Potem raptem zaczął mnie przepraszać i winić za to swoją dziewczynę , że ona mu kazała . Bo nie toleruje osób niepełnosprawnych . Czy to prawda nie mam pojęcia . Zmieniłam numer telefonu, oraz zablokowałam go w portalach społecznościowych . Kiedy byłam u schyłku wytrzymałości pojawiła się Kinga moja przyjaciółka . To jej zawdzięczam, że żyje i poradziłam sobie z cyber przemocą . Jedyne czego żałuje to, że nie poszłam z tym na policje .
Oczywiście mam wielu przyjaciół tych niepełnosprawnych jak i pełnosprawnych. Wiem ,że mogę na nich zawsze polegać. Z wieloma z nich spotykam się na turnusach rehabilitacyjnych i nie tylko . Dziękuje im za to ,że są.

Na tym zakończę moją małą historię . Może kiedyś pojawi się kolejna część . Już nie w ramach kampanii tylko tak o . Ale kochani mogę Wam obiecać ,że będą kolejne edycje . Temat niepełnosprawności jest dalej tematem tabu i ja i wielu blogerów chce to zmienić . Cieszy mnie to .
Podsumowując moją historię jestem jaka jestem, wiele prze żyłam ale cieszę się ,że żyję i mogę dążyć do wyznaczonych przez siebie celów .
A do Was kochani apeluje :
Nie bójcie się osób niepełnosprawnych . Jesteśmy tacy jak wy też mamy uczucia i potrafimy kochać i nie tylko .