Rozdział I
24. 11.2018
Niezapowiedziany gość z różami herbacianymi.

Gdy usłyszałam alarm budzika , otworzyłam oczy i usiadłam na łóżku i powoli zaczęłam się rozciągać. Była 8 rano. Byłam niewyspana po nocnym czytaniu książki, ale coś nie dawało mi spać ,w mojej głowie był cały czas Adrian i nasza ostatnia kłótnia w ostatni weekend. Pokłóciliśmy o to, jak spędzamy święta Bożego Narodzenia. Ja chciałam jak co roku z rodziną, a on chciał jechać w góry i zostać tam do Nowego roku.
Wróćmy do tego co się działo po przebudzeniu , a więc powoli wstałam z łóżka, podeszłam do okna i odsłoniłam rolety. Na niebie widniało już słońce. Wiedziałam, że to będzie piękny dzień. Z daleka zauważyłam stado galopujących koni. Przez chwilę przyglądałam się im. Gdy tak się im przyglądałam, usłyszałam drapanie drzwi. Więc podeszłam do drzwi i otworzyłam je. To był Nico, próbował dostać się do sypialni. Wpuściłam go. A on pierwsze co zrobił, to wskoczył na łóżko. Tak słodko leżał, że postanowiłam się położyć obok niego i go przytuliłam i nie wiem, kiedy zasnęłam.
            Parę godzin później obudził mnie dzwonek do drzwi. Więc szybko założyłam szlafrok na siebie i zeszłam na dół i otworzyłam drzwi. Stanął przede mną mój chłopak Adrian z bukietem herbacianych róż – moich ukochanych. Byłam bardzo zaskoczona. Bo nie odezwał się ani razu od naszej kłótni.
Dzień dobry kochanie.
– Cześć Adrian. Co tu robisz?- zapytałam zaskoczona.
– Przyjechałem Cię przeprosić. Przepraszam – odpowiedział natychmiast.
– Zrozumiałeś, dlaczego tak na Ciebie naskoczyłam ? – zapytała
-Tak zrozumiałem. Przepraszam, że jestem takim kretynem i zapomniałem, że to pierwsze święta bez Twojej mamy. I chcesz spędzić ten czas z najbliższymi.
-To dobrze, że zrozumiałeś. Wybaczam Ci.
– Zależało mi na tym wyjeździe, bo spędzamy ze sobą mało czasu. Ja dużo pracuje jako domokrążca – sprzedaje rzeczy do dekoracji wnętrza. A ty jako pedagog specjalny w ośrodku dla niepełnosprawnej młodzieży. Rozumiem Cię, dlatego wigilie zrobimy u nas w mieszkaniu z moimi rodzicami i Twoim tata i siostra a pierwszy i drugi dzień świąt spędzimy z Twoim tata i siostra. Co Ty na to?
– Genialny pomysł kochanie a od 28 grudnia do 1 stycznia pojedziemy w góry.
Po krótkiej rozmowie weszliśmy do kuchni i nastawiłam wodę na herbatę. W czasie gdy piliśmy herbatkę i rozmawialiśmy o tym, jak tydzień minął w pracy jemu i jak było na imprezie zorganizowanej przez Zenka wielbiciela Disco Polo.
-Zenek przez całą imprezę śpiewał jak nie piosenki Zenka Martyniuka to Sławomira. Najlepszy moment był, gdy wszyscy oprócz mnie byli tak pijani, że skakali po meblach, aż wszystko się porozlewało na podłogę i musiałem sam wszystko zetrzeć, a potem umyć, bo chłopaki byli już tak zmęczeni, że zasnęli, a ja po tym, jak posprzątałem, to od razu wróciłem do domu. – opowiadał Adrian.
– Dlaczego nie przyjechałeś do mnie od razu ? – zapytałam.
– Byłem pod wpływem i nie mogłem, ale bardzo chciałem, a do tego bardzo zmęczony byłem po tym tygodniu. Dlatego przyjechałem teraz. Jak tylko wytrzeźwiałem. – odpowiedział.
– Rozumiem, spokojnie. A co powiesz na spacer teraz w kierunku lasu ? Oczywiście razem z Nico . – zapytałam z uśmiechem na twarzy.
– Pewnie, że z miłą chęcią. – odpowiedział.
Więc ubrałam Nica w niebieski kubraczek i poszliśmy w kierunku lasu. Kiedy szliśmy przed siebie zobaczyłam na łące galopującego jeźdźca. Nico, na widok konia już z daleka zaczął wariować. Więc powiedziałam do Adriana:
– Wracamy, nie mogę utrzymać Nica na smyczy .
– Masz 100% rację – odpowiedział.
Kiedy zaczęliśmy się odkręcać,  aby wrócić do domu usłyszeliśmy głośne ihaha i krzyk mężczyzny. Zostawiliśmy przywiązanego do drzewa Nica i pobiegliśmy do miejsca, skąd dochodziły odgłosy. Między czasem zadzwoniliśmy po pogotowie. Na miejscu zobaczyłam swojego przyjaciela z dzieciństwa Tomka. Leżał na trawie. Schyliłam się do niego i powiedziałam do Adriana:
– Patrz, uśmiecha się. Nic mu nie jest.
– Uśmiecha się, bo jest szalony i dziwi się nam, że się boimy o niego. Bo dla niego to zwykły wypadek. Rozmowę przerwał nam ratownik.
– Dzień dobry to pani wzywała karetkę? – zapytał.
– Tak ja wzywałam – odpowiedziałam.
– Kolega spadł, z konia odpowiedziałam. Na pierwszy rzut oka nic mu nie jest. To jednak upadek z wysokości wiec trzeba uważać.
– No tak ma pani rację. Dlatego przełożymy pacjenta na deskę i zabierzemy go do szpitala na badania. Mogą państwo już iść.
– Tak już idziemy.
– Tomek odwiedzę Cię w szpitalu albo w domu jak będziesz. Trzymaj się.
Spojrzałam na Adriana i poszliśmy w kierunku Nikusia. Nico, jak nas zobaczył zaczął merdać ogonkiem. Więc odwiązałam go od drzewa i wróciliśmy do domu.
Po powrocie ze spaceru Niko był tak zmęczony , że tylko napił się wody z miski i od razu położył się na swoim niebieskim legowisku ze swoim imieniem , który leży przy kominku.
            W tym samym czasie Adrian zaproponował , że przygotujemy wspólnie kolacje , a on będzie dowodził bo zrobimy jego popisowe spaghetti alla puttanesca . Ja mam dwie lewe ręce do gotowania więc posłusznie robiłam to co on kazał . Gdy już makaron kończył się gotować poszłam do spiżarni po czerwone wino . Gdy spaghetti było już przygotowane i stół był już przygotowany usiedliśmy do stołu. Wznieśliśmy toast za naszą miłość. 
Po zjedzonej kolacji postanowiłam posprzątać ze stołu i zmyć naczynia. W tym czasie mój ukochany poszedł gdzieś. Kiedy już skończyłam sprzątać w kuchni pojawił się Adrian i zaprowadził mnie do łazienki gdzie była przygotowana gorąca kąpiel. Pomógł mi się dostać do wanny ,ponieważ jestem osobą niepełnosprawną . Następnie dołączył do mnie . Po kąpieli przenieśliśmy się do sypialni gdzie dostaliśmy do rana .