W lutym 1997 roku moi rodzice dowiedzieli się , że spodziewają się dziecka . Miesiąc przed rozwiązaniem okazało się , że ich córeczka będzie chora . Lekarze przed porodem jak i po mówili , że ze mnie nic nie będzie nazywali mnie roślinką. Na moje szczęście moja mama ani tata nie poddali się . Powiedzieli , że będą walczyć . I walczyli przez wiele lat o to żebym chodziła jak najlepiej . Z czasem zrozumieli , że nigdy nie będę w pełni zdrowa , ale mogę być szczęśliwa. I zaczęła się walka o samodzielność oraz o nie pogarszanie się stanu . Niestety ludzie uważają , że nie ma co mi pomagać bo nie mam szans . Ale nikt nie pomyśli , że osoba niepełnosprawna też ma prawo do godnego i szczęśliwego życia. Kiedy teraz przypominam sobie co mówili rodzice co mówiono o mnie to śmiać mi się chce . Bo wszyscy zamiast dać mi szansę i nie podcinać rodzicom skrzydeł robili na odwrót . Na moje szczęście mam najwspanialszych rodziców na świecie. Moja mama przez pierwsze lata ćwiczyła ze mną 7 dni w tygodniu po kilka razy dziennie. Dzięki niej jestem w takim stanie jakim jestem . I mogę powiedzieć , że zrobiono wszystko żeby moje życie było jak najlepsze. Wiem , że moja walka nigdy się nie skończy ale nie przeraża mnie to , bo chce po prostu ŻYĆ.